Fragmenty

spokojne sny2

 

Gwinea Środkowa. Strefa L.T. III

Marlin. 6 czerwca, godz. 17:26

 

Marlin zaobserwowała, że od wczoraj zwierzęta stały się cichsze. Wiedziała, co to oznacza — jedna z szympansic, Ister, mająca już czterdzieści dziewięć lat, zaczęła od pewnego czasu wyraźnie niedomagać. Zwierzęta to wyczuwały, lecz do tej pory jeszcze zachowywały się normalnie. Tego dnia jednak wyciszyły się niemal zupełnie, młode były uspokajane przez matki a Ister wraz ze swoją córką Mo nagle gdzieś zniknęły.

Marlin była pewna, gdzie je znajdzie.

Na naszych oczach dokonywał się przełom.

 

Drugiego czerwca, gdy u Ister gołym okiem można było dostrzec objawy jej bliskiego końca, ta zniknęła na kilka godzin z pola widzenia. Zagłębiła się w las, daleko za drzewa naszej Strefy. Wtedy jeszcze w zasadzie niczego nie podejrzewałam, jednak następnego dnia na pniu jednego z drzew Paul dostrzegł wyryty dziwny znak. Były to dwie poziome kreski, wyraźnie nakreślone kamieniem, na wysokości głowy dorosłego szympansa.

Dziś Ister jest już na skraju życia. Niewiele czasu jej pozostało. Przed chwilą znów zniknęła w lesie, poszła w stronę, w którą udała się też cztery dni temu. Teraz… Teraz widzę, że i Mo idzie w tamtym kierunku. I Artur. O matko, dzieje się!

 

(„Zwierzyna” – „Królestwo pokoju”, fr.)

 

Spokojne sny

 

— Chodź.

Poszła, lecz ja jeszcze na chwilę się zatrzymałem. Spojrzałem na żłobienia po kołach w pokrywającym asfalt pyle. Na te obok naszych. Dziewczyna stanęła na granicy jezdni i obejrzała się na mnie. Podszedłem do niej, ukucnąłem, wziąłem w garść trochę suchego piasku i powąchałem.

— Stoisz na świętej ziemi. Uklęknij i pocałuj ją.

Wstając, rozwarłem dłoń. Ruszyłem przed siebie. Po chwili tym razem to ja się obejrzałem. Dziewczyna klęczała, wahała się przed pocałowaniem brunatnego pyłu, ale w końcu to zrobiła.

Idąc dalej, zaśmiewałem się do rozpuku.

Nie chciała mnie doganiać.

 

(„Jeruzalem”, fr.)

 

continuum insta

 

— Nie zmieniłeś niczego, jeśli to nie było absolutnie konieczne. Jesteś tu zbędnym, chwilowym lokatorem, cieniem uchwyconym przez aparat nastawiony na długi czas ekspozycji. Niepotrzebnie zaciągniętym długiem. Bo kiedy każdy jest sędzią we własnej sprawie, wszystko znika. Dobro i zło, prawda i fałsz, rzeczywistość i złuda mają tę samą wartość. Wszystko istnieje tylko ulotnie i pomyłkowo, ułomnie.— Profesor znów pytająco popatrzył po studentach. — A co Cyran chciał nam przekazać? Czemu uważa człowieka za jedynie niepotrzebnie zaciągnięty dług?

— A skąd wiadomo, że on miał na myśli człowieka?

Profesor zawahał się, otworzył usta, lecz dopiero po dwóch sekundach odparł:

— A kogo innego?

— Boga.

— Czemu pan tak sądzi?

— Bo twierdzenie, że ludzkie życie przypomina nakręcaną zabawkę w dłoniach jakiejś wielkiej, nadprzyrodzonej siły, ba! — wszechmocnej — zakrawa na pogańskie bałwochwalstwo. Nie ma żadnej prawdy, nie stworzono nas na niczyj wzór, nie jesteśmy niczyim długiem. Gwiazdy obracają się, a ludzie umierają bez żadnego boskiego planu. Nie ma żadnych bogów, żadnego przedtem ani potem, żadnej przyszłości oprócz tej, którą człowiek stworzył sobie sam. To my kreujemy bogów. To oni są długiem. Często niepotrzebnym, często zbyt dużym, aby go spłacić.

— Czy wszystko z panem w porządku?

Jakaś dziewczyna z tyłu sali zaśmiała się złośliwie. Ktoś stłumił chichot.

— Niech pan profesor wyjrzy przez okno i powie, czy z kimkolwiek jest.

— A jeżeli kogoś takiego znajdę?

— Wtedy pan profesor bez wahania go zabije.

 

(„Continuum fr.”)

 

Reinkarnacja insta

 

Nie wiem, jak długo szedłem.

Nad głową miałem jedynie biel, z której lał się żar, a pod nogami twardą niczym beton ziemię. Bolały mnie stopy, podeszwy których piekły coraz mocniej. Starałem się na to nie zważać, obserwować jedynie świat przed sobą, ale nie mogłem się przemóc i nie spoglądać, po czym idę, chcąc omijać szczeliny i pęknięcia, które już kilkakrotnie mnie zraniły.

Bóg podobnież nakazał niegdyś swemu ludowi nie patrzeć pod nogi, gdy wokół pełzały setki węży, a wbijać swój wzrok w tego jedynego węża, nabitego na włócznię, który miał ich ochronić przed ukąszeniami. Ale oni nie potrafili śmiało stąpać po glebie, gdy zalegały ją jadowite stworzenia.

Stworzenia boskie.

Tak i ja teraz nie mogłem się przemóc i nie patrzeć pod nogi.

Jedyne pocieszenie, że to nie ja, lecz oni, kiedyś, zostali wystawieni na próbę. Ja po prostu szedłem.

 

(„Reinkarnacja”, fr.)