Fragment „Zemsty na Boga” z okazji Wielkiego Piątku

Bez nazwy-1

Przytaszczył go na korytarz, gdzie wisiała reszta ciał. Na podłodze, przy ostatnim wolnym miejscu, leżał krzyż. Drewniany, masywny.
Poeta zwijał się z bólu.
Adolf bez problemu rozłożył drgające ciało na krzyżu i związał kończyny sznurkiem. Gwoździe i młotek już były przygotowane. Wystarczyło przystawić jeden szpikulec do nadgarstka i uderzyć. Gwóźdź przeszył skórę, mięso, zmiażdżył kość i wbił się w drewno.
Wcześniej mogło to się wydać niemożliwe, jednak chłopak krzyczał jeszcze głośniej niż przed chwilą.
Druga ręka po minucie była przyszpilona do przeciwległego ramienia krzyża. Więcej problemu było z przybiciem stóp, ale po kilku minutach i to się udało.
Adolf przełożył sznurek przez metalowe oczko w szczycie krzyża, a potem przez hak pod sufitem, tworząc dźwignię, za pomocą której postawił krzyż.
— Przygotowany na śmierć? — spytał poetę bez jakiegokolwiek zadowolenia, jakby to, co robił, nie sprawiało mu przyjemności, jakby nie był szaleńcem, który katuje niczemu niewinnych ludzi, a… spuszczającym do grobu trumnę grabarzem.
I tak też się czuł. Wierzył, że czyni to wszystko w imię wyższego dobra.
Chłopak żył i nawet cały czas był przytomny. Wzrok miał rozmyty, obserwował ruchy Adolfa.
Całe ciało napinało się niczym struna.
— Ojcze nasz, któryś jest w niebie… — Ofiara zaskomlała ostatkiem sił.
— I który nie patrzysz…
Na twarzy Adolfa pojawił się smutek. Spojrzał gdzieś w górę, jakby szukając znaku, że bogu już wystarczy ofiar, że w końcu go powstrzyma, ale niczego nie dostrzegł. Na suficie nie wykwitła krwista plama w kształcie twarzy Jezusa, przez ziemię nie przeszedł piorun i nie poraził Adolfa. Nikt nie nakazał mu przestać.
— Taka jest wola mego Pana — odpowiedział na nieme pytanie, zawarte w gasnącym wzroku ofiary.
(…)
— Oto wypełniłem pierwsze ramię Krzyża! — zawołał. — Oto jedenasta ofiara z czterdziestu czterech. Kogo to wzrusza?
Puste gałki oczne poety zapłonęły, pomarszczone, czarne usta wykrzywiły się w szerokim uśmiechu.
— Diabeł się cieszy, a Bóg milczy.
Podszedł do innego ukrzyżowanego i złapał całą garść białych larw, żerujących w powoli pustoszejącym brzuchu. Przełożył je na ramiona i głowę świeżej ofiary.
— Bóg milczy… — powtórzył raz jeszcze, odchodząc.

zemsta...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *